PER ASPERA AD ASTRA (PRZEZ TRUDY DO GWIAZD)

"Choć dla wielu wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, nasze ścieżki spotkały się w Wiedniu i złączyły w tańcu na parkiecie Opery Narodowej. Wszystko zaczęło się od pomysłu na wznowienie idei Pensji dla młodych dziewcząt, który zakiełkował w głowie Pani Agnieszki Michalczyk. W październiku 2012 roku rozpoczęła się pierwsza edycja programu "Debiutantki", która zakończyła się balem w Oranżerii Pałacu w Wilanowie 11 stycznia 2014 r.  Partnerami dla uczestniczek projektu zostali tancerze z Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Warszawskiego „Warszawianka“ pod kierownictwem Państwa Łosakiewiczów.

Dzięki staraniom Pani Bożeny Intrator oraz  Pani Ulli Krauss-Nussbaumer, którym bliskie są ideały przyświecające projektowi "Debiutantki", udało się nawiązać współpracę z organizatorami wiedeńskiego Opernball’u i zapewnić w nim uczestnictwo dla dwóch par z Polski. Tym samym stworzyliśmy jedyną oficjalną zagraniczną delegację.  Jako, że program "Debiutantki" jest skierowany do dziewcząt, powstała potrzeba wytypowania partnerow dla wybranych przedstawicielek. Tym samym stworzyliśmy dwie pary: Antonina Oraczewska wraz ze Stanisławem Gutkowskim oraz Agnieszka Wójcicka z Mateuszem Kania.

Zawitaliśmy w Wiedniu na tydzień przed balem, by wziąć udział w intensywnych przygotowaniach. Pierwsze dwa dni upłynęły pod znakiem marszu do muzyki Wiener Jubelgruss Johann’a Strauss’a. Próby prowadzone przez instruktorów ze szkoły Tanzschule Roman E. Svabek, we współpracy z choreografami ze szkoły Franzl and Franzen odbywały się w jednej z sal Opery. Ku naszemu zdziwieniu prowadzacym udało się z humorem okiełznąć grupę 160 par, spośród których ok. 50 par pochodzilo spoza Austrii.  Dla nas i innych zagranicznych, był to szybki kurs językowy, gdyż wszystko  odbywało się w języku niemieckim. Wyraźnie można było odczuć na próbach, co oznacza "austriacka dokładność". Wszystkie elementy  taneczne były wykonywane pod bacznym okiem instruktorów, którzy co chwilę z uśmiechem na twarzy nakazywali nam prostowanie się i równanie do lini. Szczególnie została zapamiętana przez nas komenda „schmetterling“, która jest nazwą figury tanecznej oznaczającą „motyla", którą skrupulatnie doprowadzaliśmy do perfekcji. Warunkiem wejścia na próbę i bal było przypieczętowanie osobistej karty wstępu zwanej „ausweiss“. Jak ważny to element, przekonaliśmy na własnej skórze, przeżyliśmy bowiem chwile grozy, gdy okazało się, że zagineła jedna z kart! Na szczęście, dzięki naszym detektywistycznym umiejętnościom i nagraniom, nieodłącznie nam towarzyszącego operatora Mikołaja Kępińskiego, udało się namierzyć zgubę.

Poza ćwiczeniami tanecznymi staraliśmy się wykorzystać dany nam czas na integrację i zwiedzanie. Uczestniczyliśmy m.in. w zabawie w szkole tańca. Choć początkowo onieśmieleni profesjonalizmem tańczących par,  już po chwili zapełniliśmy parkiet. Gdy na scenę wkroczyli nasi zaprzyjaźnieni intruktorzy, zaczęła się zabawa w rytm tradycyjnych tańców austriackich. Ich głównym atutem było jednoczenie wszystkich uczestniczących w zabawie. Wymiana partnerek, szybka zmiana miejsc z parą obok, to tylko niektóre figury oddające ducha austriackich zabaw. Jako, że interesują nas rozmaite formy sztuki, naszym kolejnym postojem, było muzeum historii sztuki, gdzie podziwialiśmy wyroby jubilerów działających pod marką Faberge i spacerowaliśmy pełnymi uroku oraz monumentalnych budowli ulicami Wiednia.

Kolejny dzień rozpoczeliśmy ponownym zwiedzaniem okolicznych uliczek wewnętrznego miasta, tym razem w celu znalezienia czegoś, co by upamiętniało tak wspaniale spędzony w Wiedniu czas. Przekonani, że wizyta w tym mieście, nie może obejść się bez filiżanki prawdziwej wiedeńskiej kawy i kęsa gorącego Apfelstruzel w sosie waniliowym, zawitaliśmy w słynnej kawiarni Mozart. Jej wytworny wystrój pozwala poczuć się, jakby nic nie zmieniło się od czasu jej powstania w 1794 roku. Po przyjemnościach przedpołudnia, udaliśmy się na wieczorną próbę generalną. Wszyscy debiutanci zaczeli odczuwać lekkie zdenerwowanie, gdyż nie dość, że dzień debiutu zbliżał się wielkimi krokami, próba w operze wiedeńskiej miała odbyć się przy komplecie publiczności. Najtrudniejszą chwilą był moment oczekiwania na nasz taniec, w czasie którego stojąc w równych szpalerach okalających parkiet, obserwowaliśmy występy baletu, opery oraz koncert orkiestry filharmoni. Tuż po zakończeniu próby udaliśmy się  na zasłużoną kolację i tzw. żartobliwie „beauty sleep”, by w dniu balu być radośni i wypoczęci.

W końcu nastąpił długo oczekiwany dzień. Od rana można było odczuć lekkie poruszenie.  Od wczesnego popołudnia rozpoczeły się przygotowania do balu, dziewczęta udały się na czesanie fryzur oraz profesjonalny makijaż, a panowie z racji mniej pracochłonnych przygotowań zajęli się zapewnieniem wszelkich udogodnień swoim partnerkom. Wystrojeni zgodnie z Dress Code "White Tie", dziewczęta z tiariami projektu Stephena Webstera na głowach, udaliśmy się na bal, trzy godziny przed jego rozpoczęciem. Wszyscy debiutanci byli zgromadzeni w dedykowanej sali na szczycie budynku Opery. Na niewielkiej powierzchni oczekiwało 160 par. Aby umilić czas przed wejściem na bal oraz zapomnieć o towarzyszącym temu wydarzeniu stresie, wraz z przyjaciółmi z zagranicy rozpoczeliśmy grę w kalambury, przerwaną dopiero  przez ostatnie wskazówki i słowa wsparcia, którymi chcieli podzielić się z nami nasi instruktorzy i organizatorzy. Wejście na główną salę opery wiedeńskiej  odbywało się w ściśle określony sposób, który umożliwiał sprawne przeprowadzenie wszystkich par z szóstego piętra na parter. A trzeba dodać, że budynek Opery może pochwalić się niezliczoną ilością korytarzy i ukrytych zakamarków. Gdy zeszliśmy do poziomu sali głownej, naszym oczom ukazała się piękna scenografia kulis, nasze wejście zaczynało się w miejscu, w którym jeszcze dwa dni wcześniej znajdowała się scena. Całą ceremonię otworzył hymn narodowy Austrii oraz Unii Europejskiej. Chwile poźniej dało się słyszeć pierwsze takty poloneza. Z każdym krokiem po czerwonych stopniach kierujących nas na parkiet, wyłaniała się przed naszymi oczami zapierająca dech w piersiach sala balowa. Mimo ogromnej wysokości, kształt okalających ją lóż nadawał jej subtelnej atmosfery przytulności. Młodzi debiutanci wymieniali się uśmiechami pełnymi radości i niepewności, bo oto nastąpił długo oczekiwany moment. Na czele szpaleru debiutantów stał Roman Svabek. Zaczęło się. Tancerzom wtórowała orkiestra symfoniczna Opery Wiedeńskiej pod drygenturą Andreasa Spörri. Po prezentacji i ukłonach, przyszła pora na występy artystów. Poruszający balet przy dźwiękach utworu DANSE DIABOLIQUE Josefa Hellmesbergera, ekspresyjne arie operowe, kunszt muzyki instrumentalnej. W końcu nadeszła najbardziej przejmując dla nas chwila tańca w takt WIENER JUBELGRUSS, Marsch, op. 115  Straußa oraz układ lewoskrętnego, tak charakterystycznego dla stylu wiedeńskiego, walca, którego  pieczołowicie trenowaliśmy jeszcze na długo przed przyjazdem. Zdaniem wielu, taniec w naszym wykonaniu był jednym z najładniejszych w historii.  Z ust prezydenta Austrii padły słynne słowa  "Alles Waltzer", które były sygnałem dla wszystkich gości, by dołaczyć do tańca.  Warto wspomnieć o niesamowitej dekoracji stworzonej z kwiatów, która dopełniała przepiękne wnętrza. Bal zwyczajowo kończy się o godzinie 5. nad ranem, a wychodzący goście zabierają ze sobą naręcza kwiatów. Razem z różowymi bukietami wynieśliśmy pełno wspaniałych wspomnień i choć piękno kwiatów szybko odchodzi, wspomnienia pozostają na zawsze."

Antonina Oraczewska, Agnieszka Wójcicka, Stanisław Gutkowski, Mateusz Kania

▲ Góra strony